Petersburg i droga do niego

Na swojej ścieżce zwiedzamy nie tylko miejsca z pięknymi widokami. Po drodze warto też zobaczyć miejsca, które przypominają nam o historii. Zanim dotarłam do Petersburga miałam kilka ciekawych przystanków.
Moją podróż zaczęłam od Muzeum – Miejsce Pamięci Palmiry jest to muzeum upamiętniające ofiary masowych egzekucji wykonanych przez Niemców podczas II wojny światowej, znajduje się ono na terenie Puszczy Kampinoskiej. W muzeum można zobaczyć stałą ekspozycję i oddać się zadumie nad tragicznym losem naszych rodaków. Znajduje się tu również nieopodal cmentarz, przy jego wejściu wyryto w kamieniu słowa jednego z więźniów, które przykuwają uwagę odwiedzających to miejsce ludzi:

Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej pracować, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć.


Kolejnym miejscem była Litwa i Góra Krzyży. Według mnie warto było odwiedzić to miejsce, nawet podczas bardzo intensywnej ulewy, która nas tutaj napotkała. Przemoczona całkowicie nie zważając na padający deszcz szłam zrobić zdjęcia. W roku 1430 postawiono tu kapliczkę upamiętniającą przyjęcie przez Żmudzinów chrztu, a po upadku powstania listopadowego zaczęto przynosić i stawiać tu kolejne krzyże. W roku 1961 próbowano całkowicie zlikwidować to miejsce, niestety bez skutku. Dziś także można postawić tu krzyż na znak pamięci. Krzyż można przywieźć ze sobą lub kupić na straganach, które tutaj się znajdują. Liczba krzyży nie jest znana, a ich ilość cały czas rośnie.


Następnie udałam się na Łotwę do jej stolicy Rygi. Jest to największe miasto Łotwy położone nad rzeką Dźwiną. Nie byłam tu zbyt długo i nie ujęło mnie nic szczególnego w tym mieście. Z tych wszystkich miejsc najmniej utkwiło mi w pamięci. Drugi raz szczerze bym tu nie pojechała, co nie znaczy, że ktoś inny nie będzie zachwycony wizytą w Rydze.


Estonia – Tallin
I tutaj w porównaniu z Rygą byłam urzeczona. Miasto jest tak urokliwe, a spacer po nim rewelacyjny. Zwiedziłam tutaj wzgórze Toompea, gdzie rozpościera się malowniczy widok, a na zdjęciu poniżej można zobaczyć również mewę, która wytrwale pozowała do zdjęć. Znajduje się tu Sobór św. Aleksandra Newskiego jest to katedra metropolitalna autonomicznego Estońskiego Kościoła Prawosławnego z końca XIX w., Ratusz. Co ciekawe bardzo polecana jest tu do spróbowania słynna zupa z renifera sama nie jadłam, bo zabrakło czasu i za bardzo ten renifer nie przemawiał do mnie żeby go jeść , ale osoby, które miały sposobność zamówienia były zachwycone. Z czystym sumieniem polecam odwiedzenie tego miejsca. Sama bardzo bym chciała tu kiedyś wrócić, aby spędzić tutaj trochę więcej czasu.


Po zwiedzeniu Tallina udałam się na rejs statkiem do Helsinek. Rejs trwał 2,5 h czas upłynął bardzo szybko na spacerowaniu, kawie i ciastku.
W Helsinkach zdołałam zwiedzić Katedrę Prawosławną pod wezwaniem Zaśnięcia Bogarodzicy i byłam pod Katedra luterańską i placem Senatu, ale nie wchodziłam do katedry trzeba było pokonać sporo schodów, a że czas był bardzo ograniczony przed głównym celem tej całej wyprawy, pobiegłam kupować pamiątki i regionalne rzeczy, co utkwiło mi najbardziej to czekoladki z lukrecji, jeśli ktoś nie lubi lukrecji nie polecam tak były słodkie, że nikt nie chciał tego po moim powrocie do Polski jeść, ostrzegano mnie przed nimi, ale nie posłuchałam kierując się zasadą, że sama muszę ocenić. Ceny odczuwalne w porównaniu z poprzednimi krajami, ale nic dziwnego, w końcu to już Finlandia.


Po tym nastał czas na Petersburg, w którym spędziłam całe 4 dni. Tu już na wstępie widać rozmach i potęgę tych terenów. Petersburg jest miastem wydzielonym Federacji Rosyjskiej i stanowi jej odrębny podmiot. Jest stolicą Północno-Zachodniego Okręgu Federalnego i obwodu leningradzkiego, chociaż sam do niego nie należy. Czułam się jak w innym świecie, a to też za sprawą języka. Nic mi nie mówiły napisy na budynkach, czy w sklepach, na całe szczęście byłam z osobami, które kojarzyły co nieco i też pilnowały, żebym między tymi wystawami i pięknymi rzeczami się nie zgubiła. Wszystko tu się świeci i bardzo przyciąga wzrok.
Niedaleko miejsca, w którym się zatrzymałam znajdowała się już pierwsza atrakcja, a mianowicie Aurora– rosyjski okręt klasy krążownik, z początku XX wieku, spopularyzowany jako symbol rewolucji październikowej w Rosji. Widziałam go tylko z zewnątrz, ale rejsy czy statki gdziekolwiek jestem są częścią atrakcji dla mnie.

Główne miejsca i atrakcje, które zwiedziłam jeszcze w czasie tego pobytu


Plac Pałacowy Państwowy Emitraż – swoją nazwę otrzymał w połowie XVIII wieku. Pałac jest zbudowany w stylu barokowym i należy do grona największych muzeów świata. Na samym środku placu stoi, wzniesiona w latach 1830-1834, Kolumna Aleksandrowska autorstwa Auguste de Montferranda. Budynki, które obecnie zajmuje muzeum to pałac zimowy, mały, stary i nowy ermitaż, teatr ermitrażowy. Pałac jest bardzo oblegany przez turystów i ze względu na swoją rozległość nie da się wszystkiego tu zwiedzić. Podobno na zwiedzenie całości pałacu i jego dzieł potrzebne jest kilka lat. Dlatego też mogliśmy zobaczyć tylko najważniejsze z dzieł. Wszystko dzięki dobrze zorganizowanej naszej Pani przewodnik. Gdyby nie ona, to nie dotarlibyśmy do większości głównych dzieł, ze względu na tłumy turystów. Kolejki przed wejściem niestety też są bardzo duże więc trzeba zaplanować sobie na tą atrakcję trochę czasu, a dystans który się pokonuje między kolejnymi salami i pomieszczeń po wyjściu dla mnie był jakbym przebiegła jakiś maraton. Najistotniejsza uwaga to pilnować swojej grupy bardzo łatwo można się zagubić.


Po Ermitażu udałam się do Carskiego Sioła i muszę przyznać, że ten kompleks o wiele bardziej przypadł mi do gustu. Od XVIII wieku Carskie Sioło było galową rezydencją dworu cesarskiego, „rosyjskim Wersalem” co także widać na zdjęciach. Historia stworzenia tej rezydencji jest związana z nazwiskami najlepszych architektów – S. Czewakińskiego, B. F. Rastrellego, A. Rinaldiego, K. Camerona, G. Quarenghiego. W 2010 roku Carskie Sioło świętowało swój 300 – letni jubileusz. Największe wrażenie zrobiła na mnie wielka sala, która jest jednym z największych pomieszczeń pałacowych San Petersburga, powierzchnia tego pomieszczenia to około tysiąc metrów kwadratowych, długość ponad 47 metrów. Fragment tej sali możecie zobaczyć na zdjęciu, ale ani zdjęcie ani żadne przewodniki nie oddadzą tego wrażenia jakie pozostaje w nas po zobaczeniu jej na własne oczy.


Po tych dwóch atrakcjach nastał czas na miasto i spacer po nim i nie można ominąć Newskiego Prospektu, jest to główna ulica Petersburga. Powstała jeszcze w pierwszym dziesięcioleciu istnienia miasta. Przecina ona kilka wewnątrz-miejskich rzek i kanałów . Spacer zaczęliśmy od Soboru Kazańskiego, który stał się pomnikiem zwycięstwa broni rosyjskiej w wojnie z napoleońską Francją. Potem poszliśmy coś zjeść i zrobić zakupy. Fajnym miejscem, gdzie możemy znaleźć wiele ciekawych rzeczy jest Budynek kompanii „singer” (Dom Książki), ale można w nim znaleźć o wiele więcej niż tylko książki. Niestety nie ukrywajmy Rosja do tanich nie należy więc trzeba zastanowić się rozważnie co zakupić. Wszystko jest piękne i jak wiadomo każdy chce coś kupić tu na pamiątkę. Warto jednak przy zakupach kierować się zdrowym rozsądkiem.

Będąc w San Petersburgu koniecznie trzeba choć raz przejechać się metrem. Najlepsze wrażenie robi szczególnie jego najstarsza część. Widok jest niesamowity, jakbyśmy znaleźli się w jakimś antycznym miejscu.

Będąc w Petersburgu nie możemy też ominąć nocnego rejsu, i zobaczeniu jak pięknie miasto wygląda nocą. Dodatkowo do tej fantastycznej i tak już scenerii można stąd zobaczyć o ustalonych godzinach oświetlone mosty podnoszące się przy muzyce. Widok niezwykły.

Ostatnią taką główną atrakcją, bo nie wszystko da się też opisać, był Zespół pałacowo- parkowy Peterhof. I jak wszystko wcześniej z zwiedzonych miejsc było piękne i wspaniale, tak to miejsce zwaliło mnie kompletnie z nóg. Szczerze mogłabym tam zamieszkać, a na pewno spędziłabym tam o wiele więcej czasu niż dzień, To zdecydowanie za mało. Zespół pałacowo-parkowy został założony przez cara Piotra I. Za czasów carycy Elżbiety został przebudowany przez Bartolomea Rastrellego, który dodał drugie piętro oraz skrzydła zakończone pawilonami. Zachwycająco piękne miejsce pełne zieleni i kwiatów.

Mam nadzieję, że choć trochę zachęciłam was do zwiedzenia w przyszłości tego miejsca. Zdecydowanie warto.

Frankfurt

Frankfurt to duże tętniące życiem miasto położone w środkowych Niemczech w kraju związkowym Hesja nad rzeką Men. W czasie II Wojny Światowej miasto w 1944 roku na skutek bombardowań starte było praktycznie całkowicie z powierzchni ziemi, a stopień zniszczeń miasta przekroczył ponad 70 %, przy czym Stare Miasto zostało zniszczone w ponad 90%. Po wojnie odbudowano niewielką część zniszczonych historycznych obiektów. W latach 1945–1949, podczas alianckiej okupacji miasto znalazło się w strefie francuskiej. W 1949 roku było typowane jako ewentualna stolica Niemiec Zachodnich. Obecnie Frankfurt powrócił nową siłą . Jest piątym pod względem wielkości miastem Niemiec i jedną z najważniejszych metropolii finansowych Europy i świata. Mieści się tu bardzo duża ilość znaczących instytucji finansowych, między innymi: Deutsche Bank, Dresdner Bank, Commerzbank, ING-DiBA, towarzystw ubezpieczeniowych, jak i Europejski Bank Centralny. Miasto jest również drugim na świecie miejscem obrotu papierami wartościowymi, obsługującym zdecydowaną większość rynku niemieckiego. Mieści się tu giełda papierów wartościowych Frankfurter Wertpapierbörse oraz elektroniczna platforma obsługi rynku kasowego XETRA. Poza tym mają tu swoją siedzibę również przedsiębiorstwa z branży oprogramowania komputerowego, chemicznej i call center. Frankfurt jest również jednym z najważniejszych i największych węzłów kolejowych w Niemczech oraz drugim co do wielkości portem lotniczym Europy. Lotnisko Flughafen Frankfurt am Main przyjmuje dziennie ponad 150 tysięcy pasażerów. Do Frankfurtu przybywają turyści jak i finansiści z całego świata. Populacja miasta ze względu na przyjezdnych jest bardzo różnorodna. Z tego też powodu Frankfurt staje się miastem multikulturowym. Duży procent mieszkańców stanowią osoby pochodzące z migracji. Mieszkają tu ludzie z większości 194 państw świata. Ma to za równo swoje plusy jak i minusy. Z jednej strony można obcować z innymi kulturami i ludźmi, poznawać ich obyczaje i smakować kuchni świata. Z drugiej strony natomiast trzeba pamiętać, że większość przybyszy w ostatnich latach stanowili imigranci spoza UE. Byli to Syryjczycy, Afgańczycy, Irakijczycy, czy imigranci z Afryki . 220 tys. z nich nie otrzymało i nie otrzyma azylu, ale i tak nie zostali deportowani. Wśród tych przybyszy niemal połowa żyje na granicy ubóstwa, bardzo duży odsetek z nich to bezdomni. Co chwieje stabilnością społeczną i zwiększa przestępczość. Stąd też narastające konflikty społeczne. To brzydka strona Frankfurtu. Przestępczość w mieście jest bardzo wysoka. Z tego też powodu Frankfurt nazywany jest stolicą przestępczości. Najgorsze jest to, że da się to odczuć na własnej skórze i chodząc wieczorami trzeba uważać w jakie dzielnice się zapuszczamy. Nocą w ciemnych zaułkach zbierają się dość duże grupki bezdomnych pijących alkohol i od czasu do czasu bijących się nawzajem. Policja w tych regionach zjawia się średnio co 30 minut. Pewnie pomyślicie śmieszne bać się grupy bezdomnych, ale właśnie tak Ci ludzie nie mają nic do stracenia, a w celu jakiegokolwiek polepszenia swojego bytu są w stanie zrobić wszystko i to właśnie tacy ludzie są najbardziej niebezpieczni.

Co watro wiedzieć?

Dojazd do Frankfurtu jest prosty. Dojedziemy tu za pomocą pociągu, autobusu, czy dolecimy samolotem. Występuje cała masa połączeń za równo pośrednich jak i bezpośrednich, i tylko od nas zależy na które z nich się zdecydujemy. Po dojeździe zarówno na lotnisku jak i na dworcu należy uważać na bagaż lub na to gdzie chowamy portfel, gdyż są to miejsca gdzie często dochodzi do kradzieży.

Dogadamy się tu zarówno po niemiecku jak i po angielsku.

Jeśli chodzi o noclegi Frankfurt pod tym względem ma dość bogatą ofertę. Jednak ważną rzeczą przy wyborze jest sprawdzenie w jakiej dzielnicy znajduje się nasze miejsce do spania i nie zawsze sugerować się ceną, gdyż wiele tanich hoteli znajduje się w mało bezpiecznych ulicach.

Miasto jest bardzo dobrze skomunikowane. Posiada bardzo dużą liczbę połączeń. Da się dość szybko ogarnąć jak funkcjonuje tu komunikacja miejska.

Dostęp do Wifi jak w każdym dużym mieście znajdziemy w hotelach, kawiarniach, barach, na dworcach komunikacji miejskiej, czy w samym centrum.

W Frankfurcie też nie ma problemu z płatnościami kartą, ani wyborem gotówki z bankomatów.

Frankfurt atrakcje

Frankfurt to miejsce, które z jednej strony zachwyca widokami drapaczy chmur wtopionymi w stare zabytkowe budownictwo, ciekawymi miejscami i muzeami wartymi zwiedzenia. Z drugiej strony zaś przeraża poczuciem zagrożenia w niektórych dzielnicach i tego co się tam dzieje. Spacerując po nim wtopimy się w tłum, w którym rekini finansów w eleganckich garniturach mijają się z masą turystów i tłumem bezdomnych. Poczujemy unoszące się zapachy sznycla i golonki mieszające się z zapachami kuchni włoskiej, chińskiej oraz tureckiego kebabu. Jeśli chcecie wiedzieć, co warto zwiedzić, a co lepiej pominąć zwiedzając Frankfurt to ten post jest dla Was.

Moją wycieczkę po mieście zaczęłam od centrum miasta i zakupu karty turystycznej , której oferta mimo, że korzystna nie jest tak dobra jak w innych miastach Niemiec takich jak Berlin, Stuttgart, czy Drezno. Karta obejmuje bowiem przejazdy komunikacją miejską, a zniżki przy jej posiadaniu do muzeum i atrakcji stanowią 50 lub 20 procent. Po wyjściu z biura informacji zaczęłam zwiedzanie od centrum miasta. Znajdują się tu z jednej strony lśniące szkłem wieżowce, będące siedzibami banków i międzynarodowych koncernów, odbijające się w Menie, dzięki którym Frankfurt nazywany jest „europejskim Nowym Jorkem” lub „Manhattanem”, z drugiej natomiast znajduje się zabytkowe stare miasto Römerberg. Znajduje się tu średniowieczny budynek ratuszu –Römer , Kościół Świętego Mikołaja, katedra –Kaiserdom St. Bartholomäus, a na jego środku znajduje się Fontanna sprawiedliwości. Pomiędzy ratuszem, a katedrą mieści się Nowe Stare Miasto. Nieopodal znajduje się Kościół Świętego Pawła, były kościół ewangelicko-augsburski. Zaprojektowany przez architekta Johanna Friedricha Christiana Hessa, jako neoklasycystyczna rotunda i zbudowany w latach 1789–1833. Uroczyście poświęcony 9 czerwca 1833 roku. Stanowiący wybitny przykład architektury klasycystycznej w Niemczech. Kierując się natomiast na Alte Meinzer Gasse napotkamy zaprojektowany w stylu gotyckim Kościół Świętego Leonarda, a podążając dalej w tym kierunku dojdziemy do Historycznego Muzeum Miasta.

Po ich zwiedzeniu skierowałam się w kierunku gdzie mieści się przepiękny budynek opery. Wkomponowany w nowoczesne miasto.

Następnie udałam się do Palmiarni w Frankfurcie. Jest to jedne z tych miejsc, które zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zdecydowanie polecam je odwiedzić. Sama też mam zamiar wrócić tu jeszcze raz w okresie letnim. Znajduje się tu duża liczba pawilonów z tropikarium, roślinnością subarktyczną, no i przede wszystkim tą z palmami. W głębi duszy można tu się poczuć na chwilę jak na wakacjach i przespacerować się w lepiącej duchocie pomiędzy egzotycznymi drzewami. Znajdziemy tutaj wiele tropikalnej i egzotycznej roślinności, palmy bananowe, daktylowe, kokosowe, czy kakaowce. Palmiarnia zajmuje bardzo duży obszar i można tu spacerować bez końca.

Po wizycie w Palmiarni byłam zmęczona i głodna dość długim marszem, wróciłam pieszo do centrum szukając jakiegoś spokojnego miejsca, gdzie mogła bym zakosztować specjałów, z których słynie Frankfurt. Idąc od Starego miasta tuż za mostem odnalazłam uroczą restauracje, gdzie można napić się tutejszego cydru i skosztować regionalnej kuchni. O tyle o ile cydr nie zachwycił mnie swym smakiem, to obiad, a praktycznie obiadokolacja była bardzo smaczna. Regionalny zielony sos z którego słynie tutejsza kuchnia również jest bardzo dobry. Składa się on z ziół oraz ogórków i ma lekko kwaskowaty posmak.

Po skończonym posiłku udałam się na wieczorny spacer miastem. Tu muszę Was poinformować, że miasto wieczorem wygląda przepięknie i budzi ochy i achy za każdym razem, gdy przechodzimy wzdłuż Menu.

Następnym i ostatnim moim punktem zwiedzania tego dnia była wieża Main Tower, z której rozciąga się w nocy zjawiskowo migająca światłami panorama Frankfurtu.

Wracając z Mein Tower do hotelu nawigacja wyprowadziła mnie w pole, to znaczy musiałam przejść przez czerwoną ulice choć wcale nie miałam ochoty tu zaglądać. W jednym z „wspaniałych przewodników”(tu mam na dzieję, że zrozumiecie mój sarkazm) czytałam, że ta ulica obskurna rano wieczorem zamienia się „w skąpany w czerwieni, mrugający neonami i sprawiający nieco odrealnione wrażenie obłok, przyciągając rzeszę turystów i miejscowych”. Większej bzdury w życiu nie przeczytałam i chyba nie przeczytam. Miejsce obskurne i tandetne jest zarówno rano jak i w nocy, a turyści ściągają tu właśnie dzięki takim świetnym przewodnikom i jakiejś chorej ciekawości, której nie bardzo jestem w stanie zrozumieć . Dodatkowo miejsce nie należy do zbyt bezpiecznych i jest brudne. Wkoło latają po ulicy śmieci i chyba to jest ten odrealniony obłok, o którym pisał autor przewodnika.

Kolejnego dnia zwiedzanie zaczęłam z samego rana, gdyż chciałam się dostać koniecznie na wystawę Vincenta Van Gogha do Städel Museum obleganego przez tłumy. W kolejce po bilet stałam jakieś 20 minut, więc można powiedzieć, że nawet sprawnie. Za przyjemność oglądania dzieł jednego z moich ulubionych malarzy zapłaciłam 16 Euro. Można było tu prześledzić całą historie twórczości artysty i podziwiać jego prace. Zobaczenie tych dzieł z bliska, to coś niesamowitego. Oto kilka eksponatów z wystawy:

Następnym punktem było Muzeum Filmu. Spotkamy się tutaj z historią, teraźniejszością i estetyką filmu prezentowaną na wiele sposobów. Muzeum zaprasza nas do przyjrzenia się ruchomemu obrazowi na pięciu piętrach. Ekscytujące eksponaty, sprawne modele wyposażenia i projekcje filmowe sprawiają, że fascynacja filmem staje się namacalna na całej wystawie.

Kolejno po nim zwiedziłam Dom Gothego, słynnego niemieckiego poety, znanego większości z nas jako autora „Cierpień młodego Wertera”. To tutaj urodził się Johann Wolfgang Goethe 28 sierpnia 1749 roku i tu dorastał ze swoją siostrą Kornelią. Dom jest wierną rekonstrukcją prawdziwego obiektu zniszczonego w czasie wojny. Wyposażenie i umeblowanie kuchni, pomieszczeń mieszkalnych i reprezentacyjnych odpowiadają standardom i gustom mieszczańskiej kultury późnego baroku.

Jak widać Frankfurt to miasto kontrastów stare budownictwo łączy się tu z nowym, a biedacy mijają bogaczy. Samo ono może zachwycać lub wzbudzić lęk. Nie mniej jednak jest tu wiele ciekawych miejsc wartych odwiedzenia.

Łańcut

Do Łańcuta wybrałam się w okresie letnim i była to jedna z zaskakujących podróży, niestety bez Ani, ale myślę, że jeszcze to kiedyś nadrobimy. Miejscowość zachwyciła mnie przepiękną scenerią jaką tu zastałam. Zamek w Łańcucie można zaliczyć do serii wspaniałych architektonicznych budowli. Znajduje się on w województwie podkarpackim niedaleko Rzeszowa. 1 września 2005 zespół zamkowo – parkowy w Łańcucie został wpisany na listę pomników historii. Dojechać można tu pociągiem lub autem. Mój wybór padł na pociąg. Wyprawa okazała się bardzo fajną opcją na weekendowy wypad. Wnętrza Zamku robią piorunujące wrażenie. Wszystkie sale posiadają wyposażenie, co oddaje magię tamtych czasów. Jeśli chodzi o moją osobę z zabytków, które widziałam do tej pory zrobił na mnie największe wrażenie i został nr.1, w głównej mierze z racji zachwycających wnętrz. Żałuję trochę, że wewnątrz jest całkowity zakaz robienia zdjęć, gdyż nie będę w stanie wam do końca pokazać, co tak naprawdę mnie urzekło w tym miejscu. Polecam to miejsce mimo zakazu, gdyż, to co zobaczymy oczaruje nas i zostanie w naszych wspomnieniach. Zamkowe wnętrza bowiem zaliczane są do najpiękniejszych w Polsce. Do najstarszych zachowanych zamkowych sal należą: Wielka Sień, Sala pod Stropem, Sala pod Zodiakiem. Pochodzą one z lat 40-tych XVII wieku, niestety żadna nie przetrwała do naszych czasów w niezmienionej formie. Oprócz tych sal jest całe mnóstwo pomieszczeń, gdyż obiekt posiada parter i I piętro.
Tutejszy budynek wozowni wzniesiono w stylu elektrycznym w 1902 r. wg. projektu Armanda Bauque. Stoją w nim pojazdy zakupione w latach 60. XX w. od prywatnych właścicieli. Kolekcja pojazdów liczy 55 zabytkowych egzemplarzy. Można tutaj zobaczyć powozy używane podczas uroczystości rodzinnych i państwowych, do podróży, zawodów w powożeniu etc. Znajduje się tu również zabytkowy park. Prace przy nim rozpoczęto w latach 70. XVIII w., a jego powstanie i rozwój sięga początków XVIII i XIX wieku, kiedy właścicielami Łańcuta zostali Stanisław Lubomirski, marszałek wielki koronny i jego żona Izabela z Czartoryskich. W parku napotkamy dęby szypułkowe, buki czerwono listne, miłorząb japoński i wiele więcej. Występuje tu także storczykarnia, gdzie można zobaczyć goździki, gloksynie, anturium oraz bardzo rzadkie i cenne odmiany storczyków.


Poniżej parę zdjęć z tego magicznego miejsca

Stuttgart

Stuttgart zaskakujące miasto nad rzeką Neckar w Niemczech, którego historia sięga czasów rzymskich. Tu bowiem nad środkowym biegiem Neckaru przebywał najważniejszy i najistotniejszy wojskowy obóz warowny. Tutaj także, miało miejsce wydarzenie w 746 roku, które przeszło do historii jak „krwawa łaźnia w Cannstatt ” podczas, której zginął książę Alamenów (germańskiego związku plemiennego dokonującego najazdów na zachodnie prowincje cesarstwa rzymskiego). Almenowie buntujący się przeciw zwierzchności Franków zostali stłumieni przez syna Karola Młota – Karlomana. Po tym zdarzeniu Alemania przestała istnieć jako księstwo, a granica państwa Franków przesunęła się na południe w okolice środkowej Witembergii. W X wieku tereny Stutgarttu wchodziły w skład księstwa Szwabii, a następnie w 1488 roku w tereny Związku Szwabskiego, który przestał istnieć w roku 1533 w skutek konfliktów religijnych zwanych reformacją. Od 1806 roku Stuttgart był stolicą królestwa Witembergii. Po 1830 roku nastąpiło tu ożywienie życia gospodarczego. Rozwijało się rolnictwo, handel i rzemiosło. Dzięki pomyślnej koniunkturze udało się zredukować zadłużenie publiczne i zredukować podatki. 27 września 1841 roku król Wilhelm I obchodził hucznie swoje 60 urodziny, z których powodu dnia 28 września ulicami Stuttgartu przeszedł korowód liczący 10 390 uczestników, a całą uroczystość oglądało 200 000 widzów. Impet organizowanych uroczystości był wyrazem stabilności i jedności Witembergii, dzięki przemianom jakie zaszły za panowania króla Wilhelma I. W czasie II Wojny Światowej miasto zostało znacznie zniszczone wskutek bombardowań. Od roku 1946 Stuttgart był stolicą kraju związkowego Wirtembergia-Badenia, a następnie od 1952 – Badenia-Wirtembergia. Obecnie Stuttgart wciąż zwiększa swoje znaczenie na międzynarodowym rynku. Jest szóstym miastem co do wielkości w Niemczech i siedzibą ogromnych koncernów. Do największych z nich należy Bosch, Porsche, Daimler-Chrysler, IBM i HP.

Atrakcje i największe zabytki w Stuttgarcie‎ miałam okazję poznać w okresie od 28 grudnia 2019 do 3 stycznia 2020 roku. Spędziłam tu hucznego Sylwestra z pięknym pokazem fajerwerków i w bardzo miłym i pozytywnie zwariowanym towarzystwie znajomych. Początkowo Stuttgart nie powalił mnie na kolana. Tuż po przyjeździe, myślałam kolejne wielkie betonowe miasto. Jednak z dnia na dzień zwiedzając, poznając historię i ciekawe miejsca, miasto to zaczęło coraz bardziej zyskiwać w moich oczach, a ja sama zaczęłam coraz bardziej doceniać jego urok. Po odwiedzinach śmiało mogę Wam je polecić na wycieczkę i wypoczynek.

Co warto wiedzieć ?

Dojechać lub dolecieć do Stuttgartu jest łatwo. Istnieje wiele połączeń zarówno lotniczych jak i autokarowych. W przypadku tych drugich połączeń, gdy ruszamy z Polski podróż może być dość długa i zawierać przesiadki. Mi udało się tego uniknąć, gdyż mieszkam i pracuje na co dzień w Niemczech i do Stuttgartu nie mam do pokonania tak dużej odległości . Dlatego podróż minęła dość sprawnie i miło. W przypadku, gdy wybierzemy się samolotem z lotniska do centrum możemy dostać się w dość tani sposób za pomocą komunikacji miejskiej. Kursuje tu Stuttgart Airport Bus. Cena biletu w jedną stronę to ok 3 Euro. Dla porównania dojazd taksówką może kosztować nas od 15 do nawet ponad 20 Euro, w zależności od natężenia ruchu.

W Stuttgarcie występuje niemiecki z charakterystycznym dialektem dla tego regionu tzw. Schwäbisch , co czasem może utrudnić zrozumienie nawet osobą znającym język niemiecki jakiego uczą nas na kursach lub w szkołach. W przypadku nieznajomości języka Stuttgart to jedno z tych niemieckich metropolii, w których znajomość języka angielskiego wystarczy, by zdobyć nam potrzebne wiadomości.

Jeśli chodzi o noclegi to w Stuttgarcie jest cała masa hoteli, pensjonatów, apartamentów czy hosteli i jeden z drugim prześcigają się z ofertą, by przyciągnąć klientów. Przy wyborze jednak ze względu na rozległość miasta należy dobrze sprawdzić w jakim rejonie mieści się nasze miejsce noclegowe, gdyż w przypadku hotelu w odległych okręgach możemy tracić zbyt dużo czasu na komunikację.

Komunikacja miejska choć na pierwszy rzut oka dość skomplikowana ze względu na ilość i możliwości połączeń , to jest to, tylko początkowe złudzenia szybkie do przyswojenia i wykorzystania. Natomiast sama komunikacja jest bardzo dobrze zorganizowana i da się dzięki niej dojechać bez problemu do każdego miejsca. Wszystkie informacje na temat połączeń możemy uzyskać na stronie internetowej https://www.ssb-ag.de, a tu poniżej przykładowa mapa komunikacji miejskiej:

Dostęp do WiFi jest darmowy w hotelach, barach, sklepach i restauracjach oraz w centrum.

Płatności jak to zazwyczaj w wielkim mieście w większości sklepów, restauracji i tym podobnych, dokonacie kartą. Nie ma też problemu z znalezieniem bankomatu i wyborem gotówki.

Stuttgart i jego atrakcje

Stuttgart – serce miasta

Zwiedzanie zaczęłam zaraz po zakupie karty turystycznej StuttCard Plus dzięki, której mogłam wchodzić i korzystać z wszystkich Muzeów i korzystać w jej cenie z transportu publicznego. Kartę tą można zamówić przez internet lub zakupić tak jak ja na miejscu w Biurze Informacji Turystycznej mieszczącej się na przeciwko dworca kolejowego. Planując zwiedzanie należy pamiętać, że w poniedziałki wszystkie muzea w Stuttgarcie są zamknięte. Jako pierwszy etap wycieczki najlepiej obrać sobie spacer po Placu Pałacowym ( Schlossplaz ), to tętniące życiem serce miasta, ale jednocześnie jest to miejsce do odpoczynku, w odległości krótkiego spaceru od wielu atrakcji miasta. Jest to miejsce zarówno do świętowania, jak i relaksu. Koncerty na świeżym powietrzu odbywają się tutaj w regularnych odstępach czasu na tle Nowego Pałacu. Na początku sierpnia Letni Festiwal w Stuttgarcie przekształca Schlossplaz w wesoło oświetloną, elegancką promenadę. Natomiast w okresie Sylwestra organizowane są tu koncerty i pokaz fajerwerków. Pierwotnie Schlossplaz służył jako poligon wojskowy i plac defiladowy. Dopiero od 1746 roku w połowie XIX wieku stał się parkiem, z którego mogli korzystać także mieszczanie. Pośrodku Schlossplaz góruje Kolumna Jubileuszowa, zwieńczona Condordią, boginią harmonii. Za nią stoi Nowy Pałac, którego architektura, dzięki długiemu okresowi budowy od 1746 do 1807 roku, stanowi mieszankę baroku, klasycyzmu, rokoka i imperium. Aż do drugiej połowy XIX wieku Nowy Pałac był królewską rezydencją królów Wirtembergii. Dziś w pałacu znajdują się ministerstwa rządu kraju związkowego Badenia-Wirtembergia i państwowe pokoje recepcyjne. Stary Pałac był pierwotnie siedzibą pierwszych hrabiów i książąt Wirtembergii. Obecnie mieści się w nim Państwowe Muzeum Wirtembergii. Każdego roku wewnętrzny dziedziniec jest miejscem oficjalnego otwarcia Stuttgart Wine Village i Jarmarku Bożonarodzeniowego.

Nieopodal znajduje się Muzeum Sztuki (Kunstmuzeum), szklany sześcian o wysokości 27 metrów, który przyciąga wzrok szczególnie w nocy, kiedy betonowy rdzeń wnętrza rozpala się, promieniując światłem na Schlossplaz . Kolekcja muzeum obejmuje wybrane dzieła sztuki od XIX wieku do współczesności. Ponadto prezentowane są specjalne tematyczne lub monograficzne pokazy. Inwentarz zawiera najważniejszą kolekcję dzieł artysty Otto Dixa.

Po przekątnej naprzeciwko znajduje się galeria Kunstgebäude, której kopuła zwieńczona jest złotym jeleniem, w którym regularnie organizuje się wystawy sztuki współczesnej. Pierwotny budynek został zniszczony podczas II wojny światowej i przebudowany zgodnie z planami przez architekta Paula Bonatza, który zaprojektował także główny dworzec kolejowy. Pomiędzy Kunstgebäude i Nowym Pałacem znajdują się Ogrody Pałacu Górnego. Tutaj rzuca się w oczy ponura konstrukcja ze stalową szkieletową ramą: Landtag, siedziba parlamentu Badenii-Wirtembergii. Zbudowany w latach 50. XX wieku został celowo zaprojektowany w stylu, który nie umniejsza klasycznej architektury Opery i Teatru Państwowego.

Rzut beretem od powyższych atrakcji mieści się Staatsgalerie Stuttgart. Galeria została otwarta 9 marca 1984 roku i wystawione są w niej arcydzieła począwszy od XIV wieku po sztukę współczesną. Znajdziemy tu prace Rembrandta, Pabla Picassa po Oskara Schlemmera, Joana Miró i Josepha Beuysa.

Jeżeli wolisz zakupy niż kulturę, to prawdziwym rajem będzie dla Ciebie spacer po ulicy handlowej o długość 1,2 km – Königstraße, , która znajduje się tuż obok Schlossplaz , a także Königsbau, najstarszego pasażu handlowego w Stuttgarcie.

Stuttgart kolebka motoryzacji

Stuttgart uważany jest za „kolebką motoryzacji”. To właśnie tu miało miejsce powstanie pierwszego samochodu benzynowego. Dokonali tego Gottlieb Daimler i Carl Benz. W roku 1885 Benz zaprezentował trzykołowy pojazd z silnikiem spalinowym i elektrycznym zapłonem, który rozwijał prędkość 16 km/h. Projekt swój opatentował w roku 1886. Daimler w tym czasie otrzymał pozwolenie na użytkowanie zmotoryzowanego powozu i w czterokołowym pojeździe zamontował swoją jednocylindrową jednostkę. Dzięki tym dwóm inżynierom motoryzacja awansowała na nowy poziom. Obaj nie poprzestali jednak na tych dokonaniach i 2 lata później powrócili z kolejnymi pomysłami. Ich innowacyjność utorowała drogę do nowego świata mobilności i pozwoliła na dalszy rozwój motoryzacji. Dziś 125-letnią spuściznę tych pionierów motoryzacji możemy znaleźć w Mercedes – Benz Muzeum we wschodniej części Stuttgartu. Muzeum otwarto 19 maja 2006 roku. Budynek muzeum ma wysokość 47,5 m, składa się z 9 kondygnacji i 16,500 m² powierzchni. Znajduje się w nim także restauracja, sklep z pamiątkami i centrum sprzedaży. W muzeum znajduje się 1500 eksponatów, z czego 160 z nich poświęcone jest 125-letniej historii marki. Znajdziemy tu między innymi egzemplarze takie jak Mercedes-Benz 600 używany przez królową Elżbietę II, Mercedes-Benz 770 z 1935 roku kupiony przez cesarza Japonii Hirohito, czy Mercedes-Benz W460 z 1979 roku używany przez papieża Jana Pawła II. Spacer po muzeum to niesamowita podróż po historii motoryzacji marki. Cena biletu to 10 Euro, a dojechać można tu S-Bhan 1 Neckerpark oraz autobusem numer 45 lub 46.

W Stuttgarcie oprócz Mercedes – Benz Muzeum znajdziemy również Porsche Muzeum. Otwarto je 31 stycznia 2009 roku. Budynek muzeum to 25 800 m² powierzchni i składa się z 4 pięter. W jego skład wchodzi kawiarnia, sklep muzealny, warsztat oraz archiwum firmy. Całkowita ilość eksponatów muzealnych to ponad 400 pojazdów. Dla wszystkich turystów udostępnione jest muzeum, w którym przedstawione są prawie wszystkie modele Porsche, jakie kiedykolwiek zostały wyprodukowane. W skład nich wchodzą legendarne samochody wyścigowe, eleganckie serie produkcyjne, a także niezwykłe prototypy. Wystawa muzeum to zjawiskowe przedstawienie od początków historii marki po współczesność. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce będąc w Stuttgarcie. Cena biletu jest taka sama jak w przypadku Muzeum Mercedesa, a dojechać można tu S-Bhan 6 lub autobusem numer 60.

Wino i Stuttgart

Stuttgart to miasto słynące również z produkcji wina. Grzechem byłoby nie spróbowanie Rieslinga, Kernera, czy Müller – Thurgau. W celu zapoznania się z historią wina najlepiej udać się do tutejszego Museum of Viniceculture, gdzie odkryjmy wystawę dokumentującą 2000 lat historii uprawy winorośli. Degustacji lub zakupu możemy natomiast dokonać w sąsiadującej Vinothek. Pod koniec lata w Stuttgarcie odbywa się festiwal wina, gdzie nie tylko można skosztować tutejszych rodzajów trunków, ale także spróbować miejscowej kuchni.

Panorama miasta

Aby zobaczyć fantastyczną panoramę miasta wystarczy się udać do jednego z poniższych miejsc. Pierwszym z nich i chyba najbardziej zaskakującym jest widok z Fernsehturm w Stuttgarcie. Pierwszej betonowej wieży telewizyjną na świecie. Za jej budowę odpowiedzialny był znany inżynier budowlany i budowniczy mostów profesor Fritz Leonhardt. Zamiast po prostu stworzyć funkcjonalny metalowy maszt telewizyjny, wpadł na pomysł, by wykorzystać wieżę jako atrakcję turystyczną z restauracją i platformą widokową. Wieża ma wysokość 217 metrów i otworzono ją w 1956 roku. Punkt widokowy oferuje przecudny widok aż o Schwarzwald. Cena biletu kosztuje 9 Euro, a dojechać tu można U-Bhan 7/8/15 lub autobusem numer 70.

Drugim miejscem z wspaniałymi widokami na miasto jest wieża parku Killesberg. Park obejmuje 50 hektarów i posiada nawet własny pociąg. Odwiedzany szczególnie w sezonie letnim ze względu na mieszczący się w nim basen, mini Zoo, kawiarnie oraz place zabaw dla dzieci. Dojechać tu można U-Bhan 5 lub autobusem numer 44. Bardzo dobry teren do wypoczynku i długich spacerów.

Piękne widoki z góry na miasto można również podziwiać na Eugeneplatz, gdzie stoi pomnik Galilei, która spogląda na miasto w dolinie poniżej lub z jednego z najpiękniejszych punktów widokowych Burial Chapel.

Schweinemuseum

Muzeum Schweine w Stuttgarcie, czyli Muzeum Świni, jest dość śmieszne i dziwne muzeum znajdującym się w starej rzeźni. W 29 pokojach tematycznymi i mieści się ponad 50 000 różnych artefaktów świni, różnego kształtu, koloru i typu. Znajduje się tu również restauracja z tarasem i ogródkiem piwnym, gdzie można zasmakować przysmaków wieprzowych i napić się piwa. Największym i zarazem najśmieszniejszym zaskoczeniem był dla mnie pokój w formie kalendarza urodzinowego, gdzie można było dosłownie zobaczyć jaką jest się świnią. Brzmi zabawnie, prawda? Miejsce choć osobliwe, to mega zabawne.

Stuttgart i schody

Ciekawym faktem jest to, iż Stuttgart jest miastem schodów. Miasto ma ponad 400 kompletów schodów zewnętrznych. Pokonanie wszystkich z nich, to około 20 kilometrów drogi.

Jak sami widzicie Stuttgart to zaskakujące miasto, pełne atrakcji i ciekawych miejsc. Mi najbardziej do gustu przypadły powyższe atrakcje, choć muszę przyznać, że jest tu ich zdecydowanie więcej.

Budapeszt w okresie przedsylwestrowym

Sylwester jak i Nowy Rok zbliżają się do nas dużymi krokami. Pewnie z tego powodu wielu z Was zastanawia się gdzie wybrać na sylwestra? Tytułem wspomnień i dobrej zabawy w zeszłym roku chciałyśmy Wam zaproponować na sylwestrową noc Budapeszt. Dlaczego taki wybór i na co warto być gotowym w stolicy Węgier dowiecie się z dalszej części posta. Dlatego zachęcamy do czytania.

Budapeszt

Co warto wiedzieć

Do Budapesztu idzie dojechać lub dolecieć na wiele sposób i tu wszystko zależy od nas jaką formę transportu preferujemy. Łatwo zdobyć tani lot lub bilet na bus. Z Polski dojedziemy tu spokojnie Flixbusem i podróż nie jest jakoś przerażająco długa, ale też do najkrótszych nie należy. Najlepsze i najszybsze połączenie z Polski jest z Katowic i trwa około 5-6 h godzin.

Noclegi najlepiej zamówić przez booking.com i wykorzystać zniżki swoje lub jeśli nie posiadacie to od znajomych. Nam udało się zarezerwować w ten sposób pokój 2- osobowy w hotelu 5 gwiazdowy z spa, siłownią masażami i innymi wygodami wliczonymi w cene na 5 dni za 600 zł na osobę. Śmiało stwierdzam, że cena dość niska jak na taki standard z jakim się spotkaliśmy. Korzystać na prawdę można było z wszystkiego bez dodatkowych opłat, a dodatkowo lokalizacja hotelu umożliwiała dojazd do najlepszych atrakcji w bardzo szybki sposób.

Oczywiście obowiązującym językiem jest język węgierski i jest bardzo trudny i jak na pierwszy rzut mało zrozumiały język. W Stolicy Węgier jednak bez problemu porozumiemy się w języku angielskim. Spotkamy się tu z masą turystów jak i tubylców mówiących w tym języku.

Komunikacja miejska funkcjonuje tu bardzo dobrze, choć początkowo brak niektórych informacji na jej temat może sprawić trochę problemów. W autobusach miejskich bilet normalnie kupimy u kierowcy. Inna sytuacja jest natomiast w przypadku tramwajów. Bilety na tramwaj bowiem można kupić tylko w specjalnych automatach i są one w dość dużych odległościach od siebie i nie znajdują się na każdym przystanku tramwajowym. Tak więc jeśli chcemy skorzystać z tej formy transportu to lepiej kupić bilet kilku dniowy lub zaopatrzyć się z góry w kilka biletów jednorazowych. Z taksówkami rzecz ma się podobnie. Nie zamówimy tu taksówki z łapanki taka możliwość, do której przyzwyczaiły nas nasze polskie duże miasta, tu nie istnieje, i tak żeby zamówić taksówkę trzeba uprzednio znać nr telefoniczny i zarezerwować ją dzwoniąc.

Internet jest dostępny w każdym hotelu, restauracji, pubie, czy barze. Jeśli macie pakiet wykupiony w telefonie tu też będzie działać bez zarzutu.

Walutą tu jest forint węgierski, i tu muszę dodać, że po wymianie obie z Moniką czułyśmy się jak po wygranej na loterii. Nagle okazuje się, że masz kilkaset tysięcy forintów w ręce, szkoda tylko, że siła nabywcza tej waluty nie jest tak dobra jak mogło by się wydawać.

Ciekawym zjawiskiem, które zaobserwowałyśmy już będąc na miejscu jest to, że możliwość skorzystania z toalety kosztuje tyle samo co zakup jednej kawy lub herbaty w kawiarni czy restauracji, gdzie po zakupie napoju też można już nie odpłatnie z niej skorzystać.

Przy zakupie kawy też możemy być rozczarowani o ile nie kupimy jej w sieciówkach jak Costa czy Starbaks ( tu wielkość jest zawsze taka sama jak w każdej innej części Europy), a mianowicie jej wielkością, gdyż tu w stolicy pija się zazwyczaj mocne espresso i taka kawa nie przekracza wielkością 70 ml. Jeśli zamówimy kawę białą czyli kawę z mlekiem, cappuccino, latte macchiato, czy jeszcze inny rodzaj kawy dostaniemy kubek wielkości od 150 do max 200 ml. Tak jak więc wielkość nie powala, co wcale nie znaczy, że nie jest smaczna.

Budapeszt I jego czar

Budapeszt jest to stolica, a za razem największe miasto Węgier. Położone w północnej części kraju, nad przepiękną rzeką Dunaj. Formalnie został stworzony w latach 1872-1873 z trzech połączonych ze sobą miast: Budy, Óbudy i Peszu, skąd też wywodzi się jego nazwa. W obecnych czasach Budapeszt to jedna z największych metropolii Europy Środkowej, stanowiąca wielki ośrodek kulturalny, turystyczny i uzdrowiskowy, a także 8 pod względem zaludnienia miasto wśród stolic Europy. Obecny kształt terytorialny przybrał w roku 1950, gdy przyłączono do niego 23 okoliczne miejscowości, dzięki czemu obszar miasta zwiększył się 2,5 raza, zaś ludność – 1,5 raza. Dzisiejszy Budapeszt jest podzielony na 23 dzielnice z własnymi zarządami. Całym miastem zarządza Samorząd Stołeczny (Fővárosi Önkormányzat). Odrębność dzielnic ukazuje ciekawy fakt, że każda z nich zachowała dawne nazwy ulic, co znaczy, że w całym Budapeszcie może być kilka ulic o tej samej nazwie. Dlatego do adresu należy dodawać numer dzielnicy, aby uniknąć nieporozumień.

Nasz wyjazd był połączeniem wyjazdu tanecznego (Arrebatate) organizowanego w tym okresie tu co roku i z coroczną imprezą sylwestrowo-taneczną oraz naszym prywatnym wyjazdem w celach turystycznych i poznawczych.

Właściwe zwiedzanie nie licząc spacerów w trakcie pierwszych dwóch dni spędzonych na warsztatach tanecznych zaczęłyśmy dnia trzeciego pobytu i jako pierwszy punkt do zobaczenia obrałyśmy Plac Bohaterów.

Plac Bohaterów jest jednym z największych, a na pewno najważniejszych placów znajdujących się w Budapeszcie. To tu miało miejsce wiele demonstracji politycznych. Plac to ogromna przestrzeń z przepiękną kolumnadą, majestatycznym pomnikiem Tysiąclecia, sąsiadujący z budynkami Muzeum Sztuk Pięknych oraz Pałacem Sztuki. Architektem takiej aranżacji placu był Albert Schickendanz. Plac poświęcony jest poległym podczas I wojny światowej. Ciekawym faktem historycznym jest to, iż po II wojnie światowej na placu stał pomnik Stalina, który Węgrzy zniszczyli podczas powstania. Następnie władze postawili tu też pomnik Lenina, który po obaleniu komunizmu również usunięto z placu i przewieziono do specjalnego parku pomników. Obecny pomnik Tysiąclecia to 36 metrowa kolumna z pomnikiem archanioła Gabriela, który jak głosi legenda sam doradził pierwszemu królowi Węgier przyjęcie korony. Na cokole kolumny znajdują się również posągi Madziarów, plemienia które zapoczątkowało istnienie państwa. W Muzeum Sztuk Pięknych zebrano jedne z najciekawszych kolekcji obrazów i rzeźby. Znajdziemy tu dzieła Leonarda da Vinci, Rembrandta, Rafaela, Purera, Murilla, a także impresjonistów francuskich i malarzy XX wieku oraz rzeźby Rodina, Thorraldsena i Meuniera. W Pałacu Sztuki natomiast odbywają się wystawy czasowe artystów węgierskich lub zagranicznych, gdyż placówka nie posiada własnych zasobów dzieł sztuki.

Następnym punktem naszego zwiedzania był Zamek Królewski wraz z Wzgórzem Zamkowym.

Najłatwiej tu dostać się za pomocą kolejki. Przy, czym ciekawą informacją jest to, iż bilet w jedną stronę jest droższy niż bilet w dwie strony. Inną opcją jest skorzystanie z autobusu lub busików turystycznych. My wybrałyśmy opcję trzecią w jedną stronę, ze względu na dużą ilość ludzi w tym okresie przy kasie biletowej na XIX-wieczną kolejkę. Jak się okazało nie był to zły wybór, a Pan który nas wiózł udzielił nam kilka ciekawych informacji i drobnych wskazówek, na co warto zwrócić uwagę.

Zamek z zewnątrz można zwiedzać bezpłatnie. Dla turystów tu spacerujących otwarty jest wschodni i zachodni taras oraz dziedziniec. Płatny jest natomiast dostęp do instytucji tu funkcjonujących. Monumentalny budynek Zamku Królewskiego wraz z Wzgórzem Zamkowym zachwyca swoimi barokowymi zdobieniami, pomnikami i fontannami znajdującymi się w różnych miejscach budowli. W południowym skrzydle znajduje się Muzeum Historii Budapesztu, gdzie można się przekonać jak bogatą historię mają Węgry. Z budynku można wyjść na czarujące swym widokiem ogrody południowe, a z zachodniego tarasu będziecie mogli obejrzeć jedną z najpiękniejszych panoram miasta. Co do powstania zamku to został on wybudowany prawdopodobnie w XIV wieku z inicjatywy księcia Sławonii Stefana. Przez lata zamek modyfikowano i rozbudowywano. Ostatni król jaki w nim rezydował Maciej Korwin, rozpoczął budowę zupełnie nowego renesansowego pałacu, chcąc przyćmić wszystkie rezydencje ówczesnej Europy. Jego plany jednak zostały przerwane przez wkroczenie wojsk tureckich. W czasach II wojny światowej zamek uległ praktycznie całkowitemu zniszczeniu. Jego rekonstrukcję zakończono teoretycznie w roku 1976, jednak nadal na terenie zamku prowadzone są prace archeologiczne i rekonstrukcyjne.

Stąd udałyśmy się zobaczyć Kościół Macieja

Kościół zwany jest też Budzyńską Świątynią Koronacyjną. Początki świątyni sięgają XIII wieku, a swą nazwę zawdzięcza Maciejowi Korwinowi, który wziął tu ślub z księżniczką neapolitańską Beatrycze. Oficjalnie nosi wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Podczas okupacji tureckiej urządzono w nim meczet, a sama świątynia doznała wielu zniszczeń. Za panowania króla Franciszka Józefa i na jego zlecenie dokonano tu wielu prac rekonstrukcyjnych, a budowli nadano neogotycki wygląd. Po II Wojnie Światowej stan budynku był tak fatalny, że nowe komunistyczne władze rozważały jego rozbiórkę. Mimo to jednak w 1946 ruiny świątyni zabezpieczono, a w 1951 zaczęto jego odbudowę. Rekonstrukcję świątyni ukończono w 1970 roku.

Ogromne wrażenie i niezliczoną ilość zachwytów zrobiło na nas zobaczenie Baszty Rybackiej i widoków jakie z niej można zobaczyć.

Z tej przepięknej budowli w stylu neoromańskim, powstałej w latach 1895 -1902 według planów Frigyesa Sculeka w miejsce dawnych murów zamkowych, rozciąga się bowiem widok na rzekę Dunaj, Wyspę Małgorzaty oraz Górę Gellerta. Miejsce to jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów. Swą nazwę zawdzięcza średniowiecznym rybakom, którzy bronili tej części muru.

Kolejnym zwiedzonym przez nas punktem turystycznym była Góra Gellerta. To nic innego jak wzgórze o wysokości 235 metrów, znajdujące się w I i XI dzielnicy Tabán, na zachód od Wzgórza Zamkowego. Swą nazwę zawdzięcza biskupowi Gellertowi, którego według panującej tu legendy spuszczono ze szczytu w drewnianej beczce przez pogan. Góra przez lata cieszyła się z tego względu złą sławą, a w późniejszym okresie ze względu na panującą w dzielnicy Tabán wysoką przestępczość rejon ten uważano w XIX wieku za bardzo niebezpieczny. Dzisiaj jest doskonałym punktem widokowym, mieści się tutaj muzeum, restauracja, dyskoteka oraz schronisko młodzieżowe, a cały teren wraz wraz ze Wzgórzem Zamkowym i promenadami naddunajskimi należy do dziedzictwa UNESCO.

Po zwiedzeniu i spacerze po Górze Gellerta przyszedł czas na zobaczenie potężnego Mostu Łańcuchowego, który powstał w XIX wieku, a na jego krańcach stoją ogromne posągi kamiennych lwów.

Zmęczone całodniowym zwiedzaniem udałyśmy się na spoczynek i kolację w naszym hotelu.

Kolejnego dnia z samego rana oddałyśmy się zakupom na kiermaszu bożonarodzeniowym w okolicach Bazyliki świętego Stefana i skupiliśmy się na pamiątkach z wyjazdu. Ze względu na ogrom kiermaszu spędziliśmy spacerując między budkami tu około 2 godzin czasu.

Po zakupie pamiątek udałyśmy się coś zjeść i szukając tu dogodnego miejsca znalazłyśmy wyjątkowy sklepik robiący przepyszne kanapki różnego typu.

Po drugim śniadaniu ruszyłyśmy w rejs Dunajcem. Pogoda nie dopisywała, bo w końcu to końcówka grudnia i było dość zimno. Mimo to rejs był udaną formą spędzenia czasu i w spokoju można było podziwiać jak z perspektywy rzeki wyglądają te piękne i monumentalne zabytki, które zwiedziliśmy dnia poprzedniego.

Wieczorem wybraliśmy się na jedną z wielu tu organizowanych imprez sylwestrowych. Każdy jest tu znaleźć imprezę adekwatną do siebie, gdyż ofert nie brakuje i pełno tu dyskotek, barów, klubów i hoteli oferujących ciekawą zabawę sylwestrową. Pokaz fajerwerków w całym Budapeszcie wygląda zjawiskowo i trwa dość długo. Dlatego naszym zdaniem wybór w ubiegłym roku Budapesztu na spędzenie sylwestrowej nocy i kilku dni przed w Budapeszcie był strzałem w 10. Dziś już niestety bez Moniki w tym roku sprawdzam jak prezentuje się Stuttgart i przygotowuje do spędzenia tu Sylwestra 2020. Wyczekujcie niebawem, więc nowego wpisu.

Dolina Aosty (Valle d’Aosta)

Dolina Aosty to najmniejszy, najbardziej górzysty i najmniej zaludniony region w północno-zachodnich Włoszech. Od północy graniczy z Szwajcarią, od zachodu z Francją, a od południa i wschodu z włoskim regionem Piemont. Jest to jeden z najpiękniejszych regionów wysokogórskich leżący u podnóży najwyższych partii Alp włoskich, francuskich i szwajcarskich ze szczytami Mont Blanc ( 4810 m.n.p.m. ), Matterhorn ( 4478 m n.p.m ) , Monte Rosa ( najpotężniejszego masywu górskiego całych Alp ze szczytami takimi jak: Dufourspitze – (4634 m), Ostspitze (4632 m), Grenzgipfel (4618 m), Nordend (4609 m), Signalkuppe (4554 m), Zumsteinspitze (4563 m), Parrotspitze (4436 m), Ludwigshöhe (4341 m), Schwarzhorn (4322 m), Piramide Vincent (4215 m), Balmenhorn (4167 m), Punta Giordani (4046 m) ) , i Gran Paradiso (4061 m.n.p.m. ) , spod których biegną mniej wybitne, nieprzekraczające 3000 m n.p.m. grzbiety górskie. Region Doliny Aosty zajmuje obszar 3260 km² o bardzo zróżnicowanej powierzchni. Występuje tu znaczna amplituda wysokości: od 4810 m n.p.m. (szczyt Mont Blanc) po 300 m n.p.m. w wiosce Pont-Saint-Martin. Najważniejszą gałęzią gospodarki jest turystyka, a sam teren znany jest alpinistom i narciarzom. Znajdują się tu bowiem 23 ośrodki narciarskie, 800 km tras zjazdowych, 10 snowparków oraz wolne tereny do jazdy na nartach, do których przyjeżdża cała masa turystów latem, by między innymi pospacerować po Parku Narodowym Gran Paradiso i cieszyć się pięknem natury.

Dolinę Aosty odwiedziłam w grudniu 2019 roku. Spędziłam tam dokładnie 3 dni, z czego jeden przeznaczyłam na spróbowanie swoich sił i podejściu do schroniska Rifugio Vittorio Emanuele II, mieszczącego się na wysokości 2735 m.n.p.m i będącego miejscem spoczynkowym i aklimatyzacyjnym przy wyprawach na Gran Paradiso. Schronisko w okresie zimowym jest nieczynne, a jego otwarcie przypada w okresie od końcówki maja do połowy września. Więcej na ten temat można przeczytać na stronie http://www.rifugiovittorioemanuele.com . Jeśli chodzi o zwiedzanie i odkrywanie alpejskich terenów, to te trzy dni to zdecydowanie zbyt mało, by móc w pełni nacieszyć się pięknem regionu, nie mniej jednak udało mi się co nieco zaobserwować i zobaczyć, czym zamierzam się tu z Wami podzielić.

Co warto wiedzieć ?

Dojazd do Aosty choć nie łatwy, to możliwy na wiele sposobów. Jeśli zamierzamy wybrać dojazd własnym samochodem, to musimy mieć na uwadze to, że jazda włoskimi autostradami jest płatna i nie należy do najtańszych. Przykładowo za odcinek autostrady łączący Courmayeur i Pont-Saint-Martin, zapłacimy około 18 euro. Jeżeli natomiast wybierzemy możliwość jazdy pociągiem, to w przypadku, gdy wyruszymy z Polski nasza wyprawa może być jak Never Ending Story, ponieważ połączenie wygląda mniej więcej w ten sposób Warszawa-Praga-Monachium-Mediolan-Aosta, a cena też nie należy do najniższych. Dość nisko budżetowym dojazdem do Aosty jest podróż busem niestety zarówno z Polski jak i Niemiec nie ma połączenia bezpośredniego i czas podróży w zależy od przewoźnika. Dla przykładu podróż FlixBusem z Katowic trwa około 21 h, z czego ok 3 h to oczekiwanie na przesiadkę. Dlatego polecam podróż samolotem. Jest to bowiem zdecydowanie najszybszy z możliwych dojazdów do Aosty. Dolecieć można do Mediolanu lub Turynu skąd następnie busem w ciągu 2h i 10 minut jesteśmy już na miejscu. Łączna podróż trwa więc od 4 do max 5 h i jeśli uda nam się wbić dobry termin lub wcześnie zaplanować lot, wcale nie musi należeć do najdroższych.

W jakim języku się tu dogadamy? Oczywiście najlepiej było by umieć mówić po włosku. W przypadku braku znajomości języka zwykłe rozmówki wystarczą, w wielu miejscach, hotelach, muzeach i restauracjach dogadamy się tu też po angielsku, czy francusku, przy czym francuski jest tu zrównany prawnie z językiem włoskim.

Nocleg w tym rejonie najlepiej zamówić z wyprzedzeniem (booking, trivago) i w przypadku braku samochodu sprawdzić wcześniej, czy dojeżdża tam miejska komunikacja. Co do cen jeśli będziemy chcieli wynająć coś tu na miejscu musimy się liczyć z tym, że zapłacimy drożej.

Zwiedzanie własnym i wynajętym autem zdecydowanie usprawni i skróci nam dojazd z punktu A do punktu B. Jednak jeśli zdacie się jak ja na komunikację miejską to przyda się kilka informacjo o transporcie publicznym. W Dolinie Aosty lokalny transport tworzy obecnie trzech przewoźników, ale każdy w innej części doliny. W taki oto sposób przewoźnik SVAP obsługuje Aostę i pobliskie miejscowości, a SAVDA i VITA głównie podmiejskie linie od Pont-Saint-Martin do Courmayeur. Z wielu stron przed wyjazdem i przy planowaniu zwiedzania dowiecie się, że dojazd komunikacją miejską dla osób nie posługujących się językiem włoskim może być utrudniony, gdyż przewoźnicy swoje strony on-line prowadzą tylko w tym języku, i, że nie istnieje żadna do tej pory strona łącząca wszystkich trzech przewoźników i jasno wskazująca przejazd z jednej miejscowości do drugiej oraz brak istnienia jakiejkolwiek mapy regionu transportu publicznego. Początkowo bogata w te informacje, które udało mi się uzyskać byłam lekko przerażona i cały czas zastanawiałam się jak ja to ogarnę. Na miejscu jednak okazało się, że nie będzie tak źle jak mi się wydawało. Możliwe, że to łut szczęścia albo moja gadatliwość i pytanie o wszystko obcych sprawiła, iż szybko ogarnęłam jak funkcjonuje tu komunikacja miejska. Najłatwiejszy dojazd można uzyskać do wielu ciekawych miejsc z Aosty z przystanku C. so. Battaglione Ccs Conge. Znajdziemy tu rozkłady jazdy wszystkich trzech przewoźników. Jeśli będziemy jednak szukać rozkładu w internecie często znajdziemy niedokładne informacje lub nie znajdziemy ich wcale.

Internet jest dostępny za równo w hotelach jak i restauracjach. Istnieje też w wielu miejscach możliwość z skorzystania darmowej sieci miasta lub 30 minutowego, darmowego dostępu z Vodafonu logując się przez sms, e-mail, za pomocą konta google lub przez FB, jeżeli nie mamy własnego wykupionego pakietu. Moja sieć jednak działała tu bez zarzutu i dostęp mimo, iż często nie był mi potrzebny miałam cały czas.

W większości miejsc za zakupy lub rezerwacje będziecie zapłacić w stanie kartą. W sytuacji gdy potrzebna będzie wam jednak gotówka, to w całej Aoście jest dość sporo bankomatów, prowizja za wybranie to 4,99 euro. Gorzej jest natomiast w mniejszych miejscowościach, gdzie znalezienie bankomatu może graniczyć z cudem.

Apetyt, a kuchnia regionu

Jak wiadomo nie ważne w jakim rejonie górskim byśmy nie byli nasz apetyt ze względu na wysiłek, długie wędrówki i świeże górskie powietrze zawsze w takich regionach jest wzmożony. Będąc w dolinie z samego rana już zachęcają nas do zjedzenia czegoś, kawiarnie, piekarnie i restauracje, których jest tu niezliczona ilość, a zapach który z nich się wydobywa na wąskie uliczki miasta, aż kusi by usiąść i zjeść coś regionalnego, czy napić się włoskiego espresso. Jedzenie w Aoście jest pyszne choć opiera się na dość prostych składnikach takich jak: ziemniaki, polenta, sery, mięso, czy żytnie pieczywo. Śmiało jednak mogę stwierdzić, że to region w którym dobrze karmią i zaspokoją zarówno nasz apetyt jak i kubki smakowe. Region jest na pewno rajem dla osób lubujących się w serach. Produkuje się tu sery takie jak Fontina, Fromadzo, Toma i Seras będące wyrobami charakterystycznymi tylko dla tego regionu i stanowiącymi dodatek do wielu potraw.

Najpopularniejsze miejscowe dania to: Fonduta (founde z sera Fontina), Carbonnade (duszona na czerwonym winie wołowina z cebulką) ,Riso e castagne, czy steak à la valdôtaine. Te ostatnie danie z pewnością należeć będzie do moich ulubionych.

Co jeśli chodzi o wino w tym regionie? Uprawy winorośli w dolinie Aosty są najwyżej na świecie położonymi plantacjami winorośli i znajdują się nawet na wysokości 1200 metrów n.p.m. Ze względu na ukształtowanie powierzchni przysparzają wielu trudności plantatorom. Nie sposób w tym miejscu posługiwać się sprzętem do uprawy i zbioru więc wszystko muszą robić własnoręcznie. Produkuje się tu najczęściej szczepy do win czerwonych. Między innymi: Pinot Noir, Gamay, Petit Rouge, Moscato, Chardonnay, Pinot Grigio (pinot gris), Petite Arive, Blanc de Morgex. Z przyczyny napotkanych trudności podczas uprawy ilość produkcji jest niewielka, co ma przełożenie na cenę. Najbardziej cenionymi jednak winami tego regionu są deserowe wina wytwarzane w stylu passito, ze szczepu moscato (Chambave) oraz mineralne wina, o aromacie agrestu, powstające z odmiany Petite Arvine, czy wino lodowe Chaudelune.

Będąc w tym regionie polecam zajrzeć do jednego małego sklepiku o nazwie Alpenzu. Można tam kupić nie tylko konfitury, sery, salami, wyroby z alpejskiej czekolady, wina, jak i masę likierów. Szczególnie polecam ten o smaku poziomkowym.

Skoro omówiłam już jedzenie i wina, to czas na kawę. Oprócz standardowych sposobów podawania kawy odnajdziemy tu, również dość nietypowy regionalny sposób podawania tego trunku. Nazywany dokładnie Coppa dell’amicizia o słodko alkoholowym smaku. Do jego przyrządzenia potrzebne są 4 filiżanki świeżo parzonej, aromatycznej arabiki, 6-8 łyżek cukru 2 kieliszków grappy lub wódki, odrobiny czerwonego wina, oraz 4 łyżeczek skórki z pomarańczy lub cytryny. Kawę tak przygotowaną podaje się i pije z drewnianego naczynia zwanego grolla.

Magia zwiedzania i atrakcje

Zadziwiające w Dolinie Aosty jest to, iż z każdego miejsca gdziekolwiek byście się nie udali widać przepiękną panoramę Alp. Ja przechadzając się tu już pierwszego dnia przed dniem spędzonym na wędrówce górskiej popadałam w zachwyt tych krajobrazów. Spacerując uliczkami centrum, gdzie kawiarnie, restauracje i sklepy zaczynały właśnie swoją działalność udałam się do ruin rzymskiego teatru. Zobaczymy tu pozostałości budowli z czasów rzymskich, ruiny amfiteatru, murów miejskich, 2 bram, mostu, forum, świątyń oraz łuku triumfalnego Augusta. Historia miejsca sięga 25 wieku p. n. e., kiedy to właśnie założone zostało właściwe miasto Aosta przez Oktawiana Augusta. Nazywało się wtedy Augusta Praetoria Salassorum i było miastem obronnym mającym bronić szlaków handlowych z Europy Południowej do Północnej. Ruiny teatru jaki murów zachowane są w bardzo dobrym stanie i przepięknie komponują się z górskim widokiem.

W okresie przedświątecznym trafimy tu na uroczy jarmark świąteczny, na którym można kupić masę produktów lokalnych, pamiątek, ręcznie robionych wyrobów i ozdób lub zjeść coś regionalnego, czy napić się gorącej czekolady.

Wracając do zwiedzania ciekawą historię ma również romańska kolegiata Collegiata di Sant’Orso. Wzniesiono ją na przełomie X i XI wieku na miejscu grobowca św. Orso. Święty z pochodzenia był Irlandczykiem, żyjącym w VI wieku, który przyjechał w te tereny, żeby walczyć z szerzącą się tutaj ariańską herezją. Orso walczył także z tutejszą biedą i rzeźbił drewniane chodaki, które rozdawał potrzebującym. Jego dobro i czyny podbiły serca mieszkańców Aosty, którzy do dnia dzisiejszego uważają go za swojego patrona.

Następnie udałam się do placu głównego miasta Piazza Emilio Chanoux. Nazwę swą zasługuje on włoskiemu politykowi, liderowi ruchu oporu, który zginął po oblężeniu Aosty, torturowany w faszystowskim więzieniu w 1944 roku. Najbardziej stylowa budowla na placu to neoklasycystyczny Hotel de Ville. Obecnie pełniący funkcję ratusza. Plac pełni w mieście funkcję kulturalną. Znajduje się tutaj wiele restauracji i barów, gdzie zarówno mieszkańcy, jak i turyści chętnie pijają kawę.

W dolinie Aosty znajduje się wiele średniowiecznych zamków i domów warownych, w tym Châtel-Argent, zamek Saint-Pierre, zamek Fénis, zamek Issogne, zamek Ussel, zamek Sarre, zamek Cly i zamek Châtelard. Mi udało się odwiedzić tylko pierwszą trójkę z nich. Mam nadzieję, że zdołam to nadrobić podczas sezonu letniego 2020 roku.

Dzień wspinaczki zaczęłam od spakowania się i zabrania termosu z kawą. Do miejscowości Point dotarłam na około godzinę 8:00 rano. Stamtąd w dobrym nastroju i obserwując liczne kozice i koziorożce, przekroczyłam most i powędrowałam w lewo od strumienia Savara do doliny. Następnie w lewo na Rif, a potem w Tetras Lyre i przez kręty modrzewiowy las, aż do płaskowyżu Moncorvé. Ruszyłam lekko w prawo i kierując aię szybko w skalne ściany Becca di Monciair, wreszcie docieram do Rifugio Vittorio Emanuele II. Pogoda jaką natrafiłam nie była zbyt uda. Padał wtedy na przemian lekki śnieg z deszczem i teren choć naprawdę piękny był początkowo bardzo zamglony. Całe przejście z krótką pauzą na napicie się kawy zajęło mi 2h 20 minut. Ze zejściem poszło mi zdecydowanie szybciej. Do hotelu dotarłam kompletnie zmarznięta, więc szybko zaparzyłam sobie herbatę i wzięłam ciepły prysznic, wysuszyłam włosy i po 45 minut odpoczynku ruszyłam na spacer, by nacieszyć się jeszcze urokiem regionu i spróbowaniu specjałów i wina. Trzeciego dnia zwiedziłam 3 pobliskie miejscowości, a następnie udałam się na zakupy lokalnych wyrobów i pamiątek.

Nie wszystko udało mi się odwiedzić w te trzy dni, w dolinie jest niezliczona ilość atrakcji i możliwości spacerów po górach, dlatego moim marzeniem jest tu wrócić w sezonie letnim.

Gruzja

Państwo położone na pograniczu Europy i Azji. Graniczące na północy z Rosją , na południu z Armenią i Turcją, a na wschodzie z Azerbejdżanem; którego zachodnią granicę kraju wyznacza wybrzeże Morza Czarnego zaskoczyło jedną z nas nie tylko swoim osobliwym urokiem, odmiennością, surowym wyglądem przyrody i różnorodnością jaką tu spotkała, ale także życzliwością ludzi zamieszkujących te tereny oraz wspaniałą gruzińską kuchnią i wieloma przygodami. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej zapraszam do czytania.

Co warto wiedzieć ?

Na początku chciałabym powiedzieć, że zakochałam się w uroku tego państwa tak bardzo, iż w przyszłym roku organizujemy kolejny wypad w te strony, tym razem bardziej na luźno i w większej grupie i co najważniejsze w końcu razem, dzięki czemu Galeria poszerzy się w przyszłym roku o kilka innych wspaniałych zdjęć .

Co takiego nietypowego spotkało mnie w Gruzji i dlaczego stała się mi tak bliska? Po pierwsze przede wszystkim ludzie i ich gościnność. Gruzini mimo, że w większości z nich należy do nie za bardzo zamożnych, a mówiąc prościej, większość z nich jest biedna, to są niezmiernie gościnni. Często oferują obiad, przekąski, winno lub czaczę, czyli tutejszy rodzaj wódki, czy nawet darmowy nocleg. W wielu domach często produkuje się i sprzedaje własne wyroby takie jak ser, chleb, warzywa, owoce, ser, wino. Dlatego najlepszym sposobem podziękowania za ugoszczenie jest danie czegoś w zamian lub zakup lokalnych świeżych produktów. Należy pamiętać żeby nie wykorzystywać łaskawości gospodarzy, ale też nie wypada odmawiać małego poczęstunku, gdyż możemy tym obrazić gospodarza.

Jeśli chodzi o język gruziński to jest on dość trudny. Zalicza się do południowo-kaukaskiej grupy językowej i jest bardzo zróżnicowany pod względem dialektalnym. Istnieje bowiem 18 dialektów terytorialnych. Będąc jednak gościem tego kraju warto jednak nauczyć się kilka podstawowych zwrotów grzecznościowych, gdyż zawsze wzbudza to wiele sympatii. W przypadku braku znajomości języka szybciej dogadamy się tu po rosyjsku niż po angielsku. Język angielski bowiem używany tu jest bardzo rzadko i tylko w dużych miastach. Rosyjskim natomiast najczęściej posługują się ludzie starsi. Dobrym pomysłem jest zaopatrzenie się przed wyjazdem w rozmówki polsko-gruzińskie lub polsko-rosyjskie, gdyż znajomość nawet czasem kilku słów pomorze nam pokonać bariery komunikacyjne i ułatwi załatwienie sprawy.

Zwiedzanie najlepiej zacząć z wynajętym autem z kierowcą lub komunikować się marszutkami. Co to takiego marszutka? To rodzaj komunikacji dalekobieżnej, a dokładniej prywatny minibus. W przypadku gdy zamierzamy wybrać się jednak własnym autem należy liczyć się z tym, że panujący poza autostradami stan drug może być często kiepski i wydłużyć nasz czas na dotarcie do kolejnego miejsca. Jadąc drogami, które są w naprawdę niektórych momentach bardzo wyboiste można natrafić na dodatkowe przeszkody jak krowy chodzące sobie po drogach prosto po linii i mają pierwszeństwo dopóki nie przejdą na drugą stronę. Czasem nie ma możliwości przejechania i trzeba czekać. Po kliku dniach można do tego się przyzwyczaić. U nas ten widok wywoływał uśmiech.

Noclegi najlepiej wykupywać w guesthousach. Opcją dla odważnych i żądnych przygód może być nocleg pod gołym niebem. Na dziko. W Gruzji jest to całkowicie dozwolone, a sami Gruzini często spędzają w ten sposób czas wolny piknikując i obcując z naturą i pięknem górskiego krajobrazu. Co dla mnie było niesamowitym widokiem. Znajduje się tu wiele takich pięknych miejsc gdzie odpoczywa się w ten sposób. Warto więc pytać tubylców o najlepsze miejsca noclegowe na rozłożenie namiotu. W takim przypadku jednak trzeba przygotować się na pogodę, gdyż jest tu ona zmienna. Nawet w lecie możemy się spotkać z wysokimi temperaturami za dnia i 0 stopni w nocy. W dodatku należy uważać na zwierzęta. Pod tym względem spotkanie dzikiego zwierzęcia jest bardziej prawdopodobne niż w polskich Bieszczadach. Są tu wysokie, ośnieżone góry, półpustynie, stepy i gęste tropiki. Także zwiedzając ten kraj trzeba być przygotowanym na wszystko, ale to właśnie sprawia to państwo tak wyjątkowym i sprawia, że krajobrazy tu spotkane zapierają dech w piersiach i koniecznie chce się tu wrócić.

Dostęp do internetu idzie uzyskać za opłatą każdym gasthausie i nie należy do najtańszych. Moja rada używania Internetu, to lepiej się od niego odciąć całkowicie na czas pobytu i zająć się zwiedzaniem. Połączenia są naprawdę gigantycznie kosztowne i tak jak np. w moim przypadku, pomimo bardzo dokładnego pilnowania coś nie wyszło i z życia rachunek okazał się z tą nieuwagą droższy, gdzie wcale nie wykonywałam stąd zbyt wiele połączeń. Zdecydowanie, więc radzę napawać się widokami wypić pyszne wino w jakiejś klimatycznej knajpce, a telefon najlepiej wyrzucić 😀

Walutą obowiązującą jest lair. Płatności preferowane są gotówką, a bankomaty najczęściej znajdują się w dużych miastach i na stacjach paliw.

Wspomnień czar

Smaki Gruzji

Gruzińskie jedzenie jest przepyszne, choć gruzińska kuchnia nie słynie z bardzo wielu
różnorodnych potraw, to zjeść tu można naprawdę smacznie. Ja podczas pobytu doświadczyłam gościnności przy co wieczornych ucztach.

Spacerując po Gruzińskich targach można się zakochać. Wszystko jest dostępne na świeżym powietrzu, co ma swój niewyobrażalny czar. Jadąc drogami na każdym kroku widzi się przy drogach stragan w którym można coś zakupić , nawet chleb wypiekany na świeżo w piecu, smakuje cudownie… Kupić na straganach można prawie wszystko. Głownie jednak sprzedawane są świeże owoce, tutejsze słodycze, miód, przetwory, czy przyprawy, których zapach przyciąga swoją intensywnością. Wszystko pochodzi z domowych produkcji, więc są to produkty naturalne i bardzo wysokiej jakości. Ja osobiście z Gruzji przywiozłam kilka przypraw, które dodane do naszych polskich obiadów przypominają mi tamte chwile.

Kolejnym kulinarnym smakiem Gruzji są tutejsze słodycze, a mianowicie czurczchele. Ten przysmak to nic innego jak orzechy ugotowane w soku z winogron i masie z mąki kukurydzianej oraz cukru, tworzą coś na kształt podłużnych batonów na nitkach. Są niespotykane, smaczne, i totalnie zaskakujące.

Dywany Aladyna

W Gruzji w jednym miejscu napotkaliśmy po drodze sklep z dywanami, który nas pochłonął. Można bez obaw powiedzieć, że dywany te były magiczne niczym dywan Aladyna. Choć nikt na żadnym nie poleciał :), to każdy kto tam wszedł mimo, że bagaż powrotny nie mógł przekroczyć ustalonej wagi wyniósł z stamtąd mniejszy egzemplarz. Mistyczne ornamenty i kaukasko- orientalny szyk zapierały dech w piersi. Na wystawione dywany patrzono się niczym na dzieła sztuki.

Dwa oblicza Gruzji

Gruzja mimo swojej malowniczości i przepięknych widoków ma też drugą stronę. Na ulicach można spotkać mnóstwo bezpańskich psów. Gruzja jest z jednej strony wspaniała, zaskakująca przyrodą, otwartością i gościnnością, ale z drugiej strony jest też widoczna tu bieda, jeśli oczywiście nie patrzy i nie zwiedza się tylko tego całego piękną wokoło. Starzy ludzie sprzedają to co tylko mogą wyrobić własnoręcznie, żeby dorobić do biednej płacy lub emerytury. Warto zagłębić się w ten temat realnego życia tam, bo nie jest ono już tak malownicze jak krajobrazy otaczające.


Potęga gór

Jedno z większych wrażeń wywarły na mnie krajobrazy widziane podczas przejazdu Gruzińską Drogą Wojenną do Stepancminda (1740 m n.) przez przełęcz Jvari (2379 m n.p.m.). Zwiedzanie twierdzy Ananuri z XVII w. oraz średniowiecznej cerkwi Gergeti, skąd rozciąga się widok na drugi najwyższy szczyt Gruzji, Kazbeg (ponad 5.034 m n.p.m.). Kazbek położony jest dokładnie na granicy Gruzji z Rosją, jest jednym z najatrakcyjniejszych szczytów Kaukazu. Góra ta jest drzemiącym wulkanem ukształtowanym z law w bocznym paśmie Kaukazu Wielkiego. Pod względem wysokości Kazbek jest siódmą górą na Kaukazie i drugą w Gruzji. Z takich ciekawostek, to po raz pierwszy został on zdobyty w 1868 r. przez D. W. Freshfielda, A. W. Moore’a i C. Tuckera. Z Kazbekiem wiąże się wiele gruzińskich mitów. Najbardziej znany z nich opowiada o tym, że to właśnie na tej górze mitologiczny Prometeusz (gruz. Amirani) został przykuty do skały za kradzież bogom ognia,a także, zgodnie z niektórymi podaniami, nauczył Gruzinów wytwarzać wino. Dlatego Kazbek nazywa się również górą Prometeusza. Z kolei inną fascynującą informacją jest to, iż na wysokości ok. 4000 m znajdować się ma grota Betlemi, w której przechowywane są święte relikwie chrześcijan (m.in. namiot Abrahama i żłobek Jezusa). Wszystko to, a przede wszystkim dzikość i surowość, która jest nieodłącznym elementem tej części świata oraz zapierający dech w piersiach krajobraz sprawiają, że Kazbek wart jest zobaczenia przynajmniej raz w życiu.

Poniżej na zdjęciu przepiękny taras widokowy z którego można podziwiać górę.

Miejsca

Kraina winem płynąca

Jednym z fascynujących miejsc jest Kachetia, region leżący w samym sercu Gruzji i słynący z uprawy winorośli. Rozciągają się one bowiem na całym horyzoncie tego regionu. To stąd pochodzi 70% krajowej produkcji wina. Miejsce klimatem przypomina Toskanię. Warto odwiedzić je z tego powodu nawet późną jesienią, gdy widok jest przepiękny, a pogoda wciąż słoneczna. Gruzini w tym regionie produkują najczęściej wino Saperavi. Jest to wino z winogron odmiany o tej samej nazwie. Zawartość alkoholu to 10.5-12.5%, kwasowość 5-7%, a jego produkcja zaczęła się w 1886 roku.

Warto podczas wizyty w tym regionie zwiedzić monastyr Bodbe z miejscem spoczynku św. Nino, mniszki z Kapadocji, która jest patronką Gruzji i miejscem pielgrzymek.

Grzechu warta jest też prowincja Sighnaghi, malowniczo położona zwana również Miastem miłości. Słynie głownie z wyrobu wina i produkcji dywanów. Nie brak tu jednak pięknej architektury i czarujących widoków, znajdziemy tu sporo miejsc gdzie można zdegustować lokalne wino, smacznie zjeść i odpocząć w zaciszu, pałając się otaczającym nas pięknem.

Wizyta w stolicy

Tbilisi to stolica i jednocześnie największe miasto. Gruzji. Położone nad rzeką Kurą jest jednym z najważniejszych gruzińskich ośrodków kulturowych i przemysłowych. Nie brakuje tu rozrywek turystycznych.

Zwiedzanie najlepiej zacząć od spaceru po Alei Szota Rustaveliego, przy której stoi gmach parlamentu, gdzie rozegrała się Rewolucja Róż w 2003 i gdzie przemawiał Prezydent Lech Kaczyński.

Niezapomniane wrażenia pozostawia też Mtatsminda Park, będący miejscem widokowym, gdzie można podjechać kolejką, podjechać autobusem lub wejść pieszo. Z czego trzeci rodzaj podróżowania jest najbardziej spektakularny i zapewnia nie mało zachwytów. Na szczycie znajduje się restauracja, gdzie można zjeść świeżo usmażonego pączka i nie tylko., a cenny są bardzo przystępne.

W drodze na Mtatsminda Park można zwiedzić również dwie cerkiewie: Mama Daviti i Panteon Mtatsminda. Warto również zwiedzić twierdzę Narikala (IX w.) oraz przespacerować się do Abanotubani, gdzie znajdują się słynne łaźnie siarkowe, które są wizytówka miasta. Kolejnym godnym obejrzenia zabytkiem jest Sobór św. Trójcy – największa cerkiew na Kaukazie, może pomieścić ok. 10 tys. wiernych.

Do widowiskowych miejsc należy Most Pokoju, mimo, ze u niektórych wzbudza on dużo kontrowersji, przez tubylców często nazywany ze względu na kształt podpaską, to jednak stąd możecie zobaczyć jak urokliwe jest Tbilisi. Spacer po nim w nocy jest jednak bardziej efektowny gdyż most jest w tej porze podświetlony, a widok migoczącej metropolii wygląda niebanalnie w takiej okazałości.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij